Andrzej Wojtal (MKS „Dziewiątka”) odebrał podczas ostatniej sesji tytuł Trenera Roku. To efekt wieloletniej pracy z młodzieżą i wyników osiągniętych przez swoich podopiecznych w 2012 r. Wyróżnienie za pracę trenerską wręczono Piotrowi Pietrewiczowi (MZKS „Lechia” Dzierżoniów).

Klub pływacki „Dziewiątka” pod wodzą Andrzeja Wojtala może być dumny z sukcesów, które notuje na przestrzeni lat. Nie inaczej było i w roku 2012. Na słowa pochwały zasługują Dominika Sztandera oraz Kacper Dereń. Nasza pływaczka medale zdobywa regularnie od 2008 roku. Kolejne do swojej kolekcji dołożyła w minionym roku zdobywając 3 złote, 5 srebrnych i 5 brązowych w zawodach ogólnopolskich. Kolega Dominiki z klubu, Kacper, pomimo braku medali w imprezach krajowych w 2012 r. notuje solidne i obiecujące wyniki.

Dumny z tak wielu

Dlatego to właśnie Andrzej Wojtal został trenerem roku 2012 i odebrał laury za sukcesy swych podopiecznych. – Co jest moim największym sukcesem trenerskim? Trudno powiedzieć. Wydawałoby się, że są to wyniki zakończone medalem. Ale ja rozpatruję to w kategoriach, co dany zawodnik jest w stanie osiągnąć – mówi Andrzej Wojtal. – Niektórzy są genetycznie predestynowani do tego, że osiągają sukcesy od pierwszego zetknięcia się z wodą. Do takich osób należeli najlepsza w historii klubu Zuzanna Oliwa, a także Joanna Gołębiowska, Paweł Stasiak, Kacper Wojtal oraz Julian Soboń, Andrzej Dubiel czy Beata Bukis. To zawodnicy, którzy osiągali sukcesy od najmłodszych lat aż do seniorów (powyżej 20 r życia). Joanna Gołębiewska zdobywała medale w seniorach jeszcze trzy lata temu, a ma „już” 31-lat – chwali się z dumą trener swymi podopiecznymi.

Pływacka Kasandra

Ja jestem już „zużytym trenerem”. Każdego zawodnika oceniam pod kątem możliwych do osiągnięcia sukcesów. Jestem jak Kasandra. Obserwując zawodnika w wodzie przez 2-3 godziny mogę powiedzieć, co może z niego wyrosnąć. Jestem surowym i wymagającym trenerem. Już może nie tak, jak przed laty, ale tak, jak zmienia się młodzież, zmieniam się i ja – wyznaje Andrzej Wojtal. Ubolewa nad tym, że teraz młodzież jest mniej zdyscyplinowana. – Niegdyś na 10 zawodników mogłem przypuszczać, że 6-7 będzie uprawiało ten sport. Teraz nie wiem, czy dwóch da radę – mówi ze smutkiem. Obserwuje spadek liczby chętnych do pływania, ale wzrost zainteresowania innymi dyscyplinami sportu, np. wschodnimi sztukami walki.

Bez rutyny

Kluczem do sukcesu nagrodzonego trenera jest ciężka praca. Andrzej Wojtal każdy trening przeżywa trzy razy – przed, w trakcie i po. Przygotowuje na treningi różne warianty i dostosowuje je do formy zawodnika w danym momencie. – Nigdy nie powtarzam takich samych treningów – zapewnia. Uważa, że pływanie jest nudne samo w sobie, stara się więc stosować techniki psychologiczne w stosunku do swych podopiecznych, czasem specjalnie ich drażni, złości, czasem wycisza – w zależności od tego, czego akurat potrzebuje. – Ale zawsze ich słucham. I tego wymagam od zawodników. Jeśli mnie nie słuchają, traktują mnie jak nauczyciela w szkole. Pływanie to ma być świadoma działalność, którą trzeba doskonalić. A jak przy okazji spotkamy się z cechami, takie jak pracowitość, pewne cechy motoryczne i talent, to wyrastają znaczące nazwiska – mówi.

Kontrola należy do niego

– Pływać można nauczyć nawet wielbłąda. To zależy od determinacji. Trzeba tylko zastosować odpowiednie metody, a wystrzegać się szablonu – zapewnia Andrzej Wojtal. Czego nie lubi? Złych nawyków u swych pływaków, np. pływania w okularach. Wskazuje cele nauki pływania: po pierwsze – bezpieczeństwo (jak się wpadnie do stawu, bo lód się załamie, do studni czy do szamba, to nikt nie ma okularów, a chodzi o to, by się uratować); po drugie – zdrowie; po trzecie – sport. – A u nas często bywa odwrotnie – ubolewa. Opowiada o tym, jak to rodzice wywierają presję na dzieci, jak usiłują przejąć kontrolę nad procesem treningowym i pozwalają im spóźniać się na treningi, czego on nie toleruje.

Liczą się wyniki

Andrzej Wojtal nie zamierza spocząć na laurach. Spodziewa się kolejnych spektakularnych sukcesów. – Dominika Sztandera startuje niedługo w Mistrzostwach Europy Juniorów w Poznaniu i liczę, że uzyskany tam wynik pozwoli jej pojechać na Mistrzostwa Świata Juniorów w Dubaju. To byłby sukces – marzy trener. Chciałby też, by rosnąca nadzieja dzierżoniowskiego pływania, Kacper Dereń, poprawił wyniki na mistrzostwach Polski Juniorów 15-letnich.

Medale nie są ważne, ważne są wyniki – to najważniejsza rzecz, o której zawodnicy często zapominają – podkreśla. Na swój największy sukces, jak mówi, jeszcze czeka. We wrześniu zostanie dziadkiem. – Będzie miała na imię Lara – zapowiada narodziny wnuczki.

Źródło: UM Dzierżoniów